deviant art

Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
[x]
Download File
HTML, 16.7 KB
more ▶

More from ~FallenAnn

Featured in Groups:

Details

April 23, 2010
16.7 KB
Link
Thumb

Statistics

Comments: 192
Favourites: 71 [who?]

Views: 5,377 (3 today)
Downloads: 16 (0 today)
[x]
- Ja się wykończę… - jęknął żałośnie Feliks. – Umrę. Zginę śmiercią marną… Totalnie na śmierć umrę.
- Przesadzasz – odparła spokojnie Erzsébet. Rozejrzała się przy tym dyskretnie, z nadzieją, że polskie narzekania nie ściągnęły na nich nieproszonej uwagi. Szczęśliwie, kawiarniany ogródek pozostawał pusty.
- Nic nie przesadzam – ciągnął Feliks głosem męczennika. – Umrę, zginę, w proch się obrócę! I nic po mnie nie zostanie! Tylko tabliczka z napisem: „Tu spoczął Polska – nareszcie. Niech mu ziemia lekką będzie."
- Marne epitafium – Erzsébet spojrzała na przyjaciela, który niemalże już leżał na niedużym stoliku, oparłszy czoło na dłoniach.
- Bo marnie sczeznę. Acha, i na pogrzebie chcę dostać żółte kwiaty. Rozumiesz? Nie białe, nie czerwone, i broń cię Panie Boże różowe! Żółte, albo wrócę i będę was straszył. Dziękuję – dodał, gdy kelner postawił przed nim zamówienie.
Węgry oparła podbródek na dłoni, kryjąc krzywy uśmieszek.
- I wszyscy pomrzemy ze strachu.
- Ej! – Polska poderwał głowę ze stołu i spojrzał na przyjaciółkę. Śmiała się. Widział to w jej oczach. Jego własne próbowały za to wyglądać groźnie. Zaniechały jednak, gdy ich właściciel westchnął.
- Czy ja naprawdę muszę robić za kozła ofiarnego? – spytał retorycznie. Sięgnął po długą łyżkę i zanurzył ją w gęstej, różowawo-pomarańczowej zawartości wysokiej szklanki. – Albo i gorzej – ciągnął. – Szef ze mną w kulki leci, dasz ty wiarę? Mój własny i osobisty szef! A cała reszta to się z nim chyba ściga. A teraz jeszcze mam robić za ojca.
- Nie teraz. Dopiero za półtora roku – Erzsébet beznamiętnie mieszała kawę. Ciekawe, po co, zastanowił się Feliks, skoro ona i tak nie sypie tam cukru.
- Przeleci jak w mordę strzelił… Znaczy, z bicza – poprawił się. – Ale powiedz tak szczerze, Ela: czy ja wyglądam na niańkę?
- Ktoś by powiedział, że sam potrzebujesz niańki.
- Ciekawe, kto – mruknął Polska i oblizał łyżkę.
„Niezły ten shake" – przemknęło mu przez myśl.
- Znasz go przecież – odparła Węgry.
- O, to na pewno. Co nie zmienia faktu, że za półtora roku Euforia będzie mi wołać: wujku. Rany, to dziecko mnie wykończy! – wetknął łyżkę do szklanki i opadł na krzesło. – Zginę, umrę, albo się zastrzelę.
- Och nie. Nie przeżyłbym tego – skomentował ktoś za jego plecami. Feliks odchylił głowę i ostentacyjnie parsknął. Kogo jak kogo, ale jego się akurat nie spodziewał.
- Proszę, proszę – sarknął. – Litwo, ojczyzno moja… Pytał cię kto?
- A ciebie ktoś prosił o komentarz? – odciął się Toris.
- Mam prawo. Marudzę.
- Ty zawsze marudzisz. Wolne? – zapytał, wskazując puste krzesło.
- Jasne – odparła Erzsébet.
Litwa usiadł, przy akompaniamencie polskiego pomruku, który brzmiał jak coś podobnego do „w sumie", i postawił przed sobą szklankę i butelkę Coli.
- Patrzcie go, jaka burżuazja – Feliks łypnął na niego spode łba.
- Stać mnie, to piję – wyszczerzył się bezczelnie Litwa.
- Tak w ogóle, to co tu robisz? – spytała Węgry, ignorując jadowite „właśnie" dochodzące mniej-więcej ze strony polskiej. - Jakaś specjalna okazja czy urlop?
- Po prostu weekend. No i tak coś czułem, że wpadnięcie tutaj będzie warte zachodu.
- Zachodu? – syknął Feliks. – To już nie masz gdzie wpadać?
- Szengen – Toris pociągnął łyk ze swojej szklanki. Polska zacisnął szczęki, omal nie krusząc sobie zębów.
- Szengen-srengen – wycedził i wpakował sobie do ust Bogu ducha winną łyżkę, by po chwili brutalnie utopić ją w różowo-pomarańczowej breji i pochłonąć raz jeszcze. Tym samym w kliku prostych ruchach pozbył się połowy zawartości szklanki.
Węgry westchnęła.
- Wracając do Eufemii…
- Właśnie! – Feliks z iście dziecinną łatwością zmienił przedmiot marudzenia. – Ja skonam! Już konam na samą myśl.
Litwa zachichotał.
- Boisz się malutkiej Eufemii?
- Ja się boję? Ja?! – Polska wyprostował się na krześle tak, że wydawał się teraz sporo wyższy od Litwy. – Żartujesz! Liciek, ja na wojnie walczyłem! Ja się z rozbiorów zbierałem, ja Moskwę zdobyłem i Niemcy skopałem! Miecz nosiłem, szabelkę, a potem karabin! Powstania robiłem! To, i więcej, a ty pytasz, czy boję się dzieciaka?
- A boisz? – Toris powtórzył zdecydowanie poważniejszym tonem.
- Liciek… - Feliks zawiesił teatralnie głos. – Jestem totalnie przerażony…
Opadł powrotem na krzesło i demonstracyjnie ukrył twarz w dłoniach.
- Ale czemu się boisz? – Erzsébet upiła łyk kawy. – Eufemia jest słodziutka, wygląda jak aniołek.
Polska spojrzał na przyjaciółkę spode łba.
- Tak, tyle, że ten „aniołek" ma geny Francisa. Dość spojrzeć.
Jak na komendę w jego umyśle pojawił się obraz małej, na oko dziesięcioletniej dziewczynki w absolutnie uroczej różowej sukieneczce z mnóstwem falbanek i z niebieską wstążką wplecioną w falujące blond włosy (których odcień nieodparcie przywodził na myśl Francję) okalające śliczną twarzyczkę, na której przez większość czasu gościł zadziorny uśmieszek. Wspomnienie cudnej, niewinnej miniaturowej wersji Belgii o oczach błękitnych, jak wieść gminna niosła, „niby francuskie niebo latem" sprawiło, że po plecach przebiegł mu lodowaty dreszcz.
Eufemia Euforia Tęte. Zjednoczona Europa. Zaskakujące połączenie francuskiego liberalizmu i belgijskiej czekolady. Potworność.
- Poza tym, jej charakterek... – dodał jeszcze, nim przepuścił kolejny atak na szklankę z owocową zawartością.
- Jak Artura, co? – wtrącił Litwa.
- Po części – Feliks wzruszył ramionami. – Strasznie się czepia, i to o głupoty.
- Masz na myśli normę na produkcję oscypków? – zapytała Węgry.
- Nie tylko. Pamiętasz wymogi na ogórki?
- Odpowiednio prosty, w przeciwnym razie zostanie zielonym bananem – powiedział Toris.
Cała trójka wymieniła uśmiechy.
- Puścić dziecko do władzy – Feliks pokręcił głową. – Seryjnie, jak moja Jadwiga została królem, to i tak rządził za nią ktoś inny. A teraz? Wychowanie bezstresowe–jego-mać, i dzieciak dyryguje bandą dorosłych. Zamiast robić coś pożytecznego, każe liczyć szczebelki na drabinach i zastanawia się, czy winniczek to ślimak czy ryba.
- Pociesz się – powiedział Litwa – Od teraz daniem popisowym Francisa będzie ryba, tak jak u nas, maluczkich, nad Bałtykiem.
- Rybko, rybko, pokaż rogi – zachichotał Polska, a Węgry mu zawtórowała.
- Ale i tak nie sądzę, że ta opieka to powód do strachu – dodał zaraz Toris.
- Tobie łatwo mówić – sarknął Feliks. – Będziesz wujkował dopiero w 2013, a znając twoje szczęście, wcześniej pierdyknie w nas koniec świata.
- Koniec? – Litwa ściągną brwi w konsternacji. – Ach tak, przecież rok wcześniej jest to twoje Euro. Właśnie, jak tam stadiony? – zapytał z uśmieszkiem, który w żadnym razie nie wyglądał na serdeczny.
- Się budują – mruknął Feliks. Ledwo złapał swoją szklankę, gdy stół nagle się zatrząsł razem z Torisem, który nie dał rady powstrzymać śmiechu.
- No i czego rechoczesz? – warknął rozeźlony. – Przecież nie kupię w Ikei i nie poskładam!
- A dlaczego nie? – Litwa przetarł mokre od łez oczy, wciąż dusząc się ze śmiechu. - W końcu masz doświadczenie w skręcaniu mebli. Zaraz, na co ty ostatnio bluzgałeś? Na krzesła?
- Stawiały czynny opór!
- A moja komoda rok temu też stawiała opór? – wtrąciła Erzsébet. – Feluś uparł się, że pomoże mi skręcić komodę – wyjaśniła Torisowi. – Dwa razy wyszło łóżko a raz stół.
- Szkoda, że nie meblościanka, bo uznałbym, że masz talent – Litwa spojrzał na Polskę przez palce i znów zarechotał, a Feliks poczuł przemożną chęć sprawdzenia, czy jego pięść wpasuje się między torisowe szczęki.
- Oczywiście, że Feluś ma talent! – Erzsébet rozczochrała Polsce włosy.
- Ej! – skwitował, obrażony.
- Ale to prawda – powiedziała. – Uważam, że jesteś zdolny.
- I to do wszystkiego – dodał wciąż rozbawiony Litwa. – Jak przystało na polskiego fachowca.
Feliks parsknął, opróżnił do końca szklankę i wytarł usta serwetką ozdobioną jakimś pokracznym wzorem, który w założeniu miał chyba przypominać kwiatki.
- Śmiej się, śmiej – powiedział. – Jak kładłem Arturowi panele, to też się śmiał, a potem odszczekał. Poza tym, może jeszcze nie mam stadionów, ale mam Euro, a ty nie.
- Dziur w drogach też nie mam, i jakoś żyję – odciął się Toris.
- Już niedługo – Feliks mrugnął do niego złośliwie. – Potatusiujesz Euforii i zaraz będziesz miał różowe mebelki i zasłony z falbankami, oczywiście spełniające normy. A jak ci się poszczęści, to mała jeszcze uzna Litwinów za gatunek zagrożony i przyzna wam dotacje na rozmnażanie.
- I podniesie ceny na pieluchy – wtrąciła Erzsébet.
- I będzie towar luksusowy. Normalnie, jak za PRL – Polska uśmiechnął się w zaskakująco melancholijny sposób.
Toris westchnął ciężko i złożył łokcie na kawiarnianym stoliku.
- Dobra, ale o co chodzi z tymi oscypkami?
Feliks pokręcił głową, jakby właśnie usłyszał coś równie wiarygodnego jak wieść o lądowaniu Ufo w centrum Wąchocka.
- Bracie, totalny kanał. Chciała, żebym je taśmowo produkował, w sterylnych warunkach! Czaisz? Kurna, dotknąć się brzydzi? A czy ja ją w ogóle częstuję?!
- Prędzej Francis boi się, żeby jego córcia się nie otruła – stwierdził rzeczowo Toris.
- Córcia, którą od małego pasie ślimakami, żabami i czort wiem czym jeszcze, więc raczej nic jej nie zaszkodzi. Poza tym, moi ludzie tyle lat to jedzą i jakoś żyją.
- Bez obrazy dla twojej kuchni, – Węgry z typowym dla siebie wdziękiem przerwała feliksową tyradę – ale podobno właśnie Francis powiedział, że Polacy jedzą zepsute jedzenie.
- A on je coś, co przedtem po błocie pełzało, i co z tego? A od oscypków niech się lepiej odczepi, bo nie ręczę. Jego córcia już uznała marchewkę za owoc. Tylko czekam, co dalej. Dopisze do owoców biedronkę a do warzyw gruszkę? A wódkę pozwoli pędzić z jagód?
- Już i tak za dużo bimbru podchodzi pod wódkę – mruknął Toris.
- Właśnie. Dobrze, że Wania nie wszedł do tego cyrku, bo by się na serce wykończył.
- Dodaj jeszcze ten tak zwany język neutralny płciowo – Węgry bawiła się od niechcenia łyżeczką do kawy.
- I instrukcję mycia rąk – dorzucił Polska.
Litwa potarł podbródek w zamyśleniu.
- No, to akurat jest przydatne – stwierdził.
- W publicznych toaletach? – powątpiewał Feliks. – Co nas dalej czeka? Normy dotyczące noszenia czapek? Że niby daszkiem tylko do przodu?
- Ustalenie dziennej ilości kroków? – zaproponował Toris.
Erzsébet uśmiechnęła się, jakby właśnie usłyszała niezły dowcip.
- Może Eufemia wybierze nam stroje oficjalne?
- Nie kracz! – spanikował Feliks. – Chcesz latać w różu i cekinach?
- I to publicznie? – wzdrygnął się Toris.
Polska potrząsnął głową, chcąc odpędzić nieprzyjemną wizję błyszczącego stroju w stylu kiczowatej dyskoteki. Węgry westchnęła przeciągle i wstała.
- Wydaje mi się, że przesadzacie – stwierdziła poważnym tonem. – Eufemia nie jest zła. To urocza dziewczynka, która po prostu nie ma pojęcia o świecie. Cały czas się uczy, nic więcej. Przepraszam na chwilę. – Z tymi słowami przecisnęła się obok Litwy i zniknęła we wnętrzu kawiarni. Polska podążył za nią wzrokiem. Pewnie poszła do toalety czy coś...
Przygryzł wargę i spojrzał na Torisa, który najwyraźniej wciąż trawił ostatnie słowa Erzsébet. A przynajmniej na to wskazywała jego mina.
- Ona chyba za bardzo się cieszy na to przewodnictwo – zagaił wreszcie Feliks, przerywając nieprzyjemnie ciężką ciszę.
Litwa wzruszył ramionami.
- No wiesz, w końcu jest kobietą. Może odezwał się jej instynkt macierzyński?
- Jeśli tak, to tym bardziej zginę – Polska oparł czoło na dłoniach w geście rezygnacji. – Całe pół roku z mini Elką spłodzoną przez Francisa. Totalnie umrę na śmierć…
Toris bawił się przez chwilę resztką coli pozostałą na dnie szklanki. Naraz podniósł wzrok, jak gdyby przypomniał sobie o pewnym szczególe, który mu wcześniej jakimś cudem umknął.
- Zaraz, to kiedy panna Węgry opiekuje się Eufemią?
- Pół roku przede mną – odparł Feliks grobowym tonem.
Litwa zamilkł. Przez moment otwierał i zamykał usta, jakby nie mógł znaleźć odpowiednich słów na podsumowanie tej prostej, krótkiej informacji.
- To jakie chcesz kwiaty? – zapytał w końcu.
- Żółte, ojczyzno moja. Żółte.
:iconfallenann:
Z serii:Trzeźwym okiem Polaka:
:bulletblue: Norma, jak pragnę zdrowia
:bulletblue: Rzecz o negocjacjach -> [link]
:bulletblue: Punkt widzenia a siedzenia -> [link]
:bulletblue: Spojrzenie strachu -> [link]
:bulletblue: Prawdy oczywiste -> [link]
:bulletblue: Kilka prostych i krzywych -> [link]


Chwalmy brak polskich znaków w tytułach...
Cóż, jest to takie "nie wiadomo co", które zostało wymyślone przed świętami, a powstało w ramach przywoływania weny :shrug: Jest mało ambitne, wiem, ale wrzucenie tu tego kawałka to chyba jedyny sposób na przedstawienie mojego wyobrażenia pewnej postaci, której w świecie Hetalii nie ma, a która być powinna: oto Zjednoczona Europa, dziecko Belgii i (jak ustalono drogą subiektywnej eliminacji) Francji. Mała dziewczynka, która woli zastanawiać się, w jakiej odległości od ściany powinien znajdować się kaloryfer aniżeli zajmować czymś, co z punktu szarego obywatela jest uznawane za pożyteczne. Bachor powstał we współpracy z ~Luna666 (niech matka chrzestna zacznie zbierać na quada).:XD:

:bulletblue:Gwoli wyjaśnienia:bulletblue:
Ja sobie doskonale zdaję sprawę, że słowo "Ikea" jest w języku polskim nieodmienne (a przynajmniej tak słyszałam). Więc skąd "nie kupię w Ikei"? A zaczaicie się pod Ikea, złapcie wychodzącego Polaka i zapytajcie, gdzie wlaśnie był. Zakład, że powie: w Ikei? ;) (albo: w sklepie)

W powyższym kawałku nawiązuję do znanych (mam nadzieję) absurdów unijnych:

:bulletgreen:Język neutralny płciowo

Dyrektorka, sekretarka, mąż stanu i komitet mędrców – te słowa powinny zniknąć z języka eurodeputowanego. Komisja Parlamentu Europejskiego do spraw Równości Kobiet i Mężczyzn wydała broszurę pod tytułem „Język neutralny płciowo”. Odradza w niej używanie form wskazujących na płeć, m.in. zwrotów grzecznościowych „Pan”, „Pani”.

:bulletgreen:Stop tańszym pieluchom!

Komisja Europejska ogłosiła, że skierowała do Trybunału Sprawiedliwości wniosek przeciwko Polsce za stosowanie obniżonej stawki VAT na pieluchy, buciki i ubranka dziecięce.

:bulletgreen:Unia nauczy, jak myć ręce

W każdym urzędzie, szkole i przedszkolu zawisła unijna instrukcja pouczająca, jak należy myć ręce. Jest tam napisane, ile sekund musimy pocierać wierzch jednej dłoni spodem drugiej i odwrotnie.

:bulletgreen:Wreszcie drabiny będą wygodne

Według nowej normy europejskiej EN131, dopuszczalna odległość pomiędzy szczeblami drabiny zwiększy się niebawem do 300 mm (13 cali). Obecnie standardowo szczeble rozstawione są co 10 cali, ponieważ odległość pomiędzy stopami a kolanami człowieka wynosi średnio 20 cali, więc można oprzeć się kolanami dwa szczeble wyżej od stóp.

:bulletgreen:Ogórek dobrze wykształcony

Rozporządzenie z roku 1988, stanowiące, że ogórki kategorii ekstra i kategorii pierwszej muszą być "dobrze rozwinięte, dobrze wykształcone i praktycznie proste, o maksymalnej wysokości łuku: 10 mm na każde 10 cm długości ogórka" jest już chyba nieaktualne.

:bulletgreen:Ślimak to ryba, a marchewka to owoc

Ślimak stał się rybą, w dodatku słodkowodną. Do podtypu kręgowców przenieśli go urzędnicy Komisji Europejskiej. Pomysł trącący absurdem, ale podyktowany wymiernym interesem. Dzięki decyzji Brukseli, Francja może dotować hodowlę tych mięczaków. Z równą beztroską unijni urzędnicy "poprawiają" typologię w królestwie roślin. To oni orzekli, że marchewka jest owocem. Zmianę wymusiło lobby portugalskie, aby umożliwić rodzimym producentom sprzedaż marchewkowej konfitury w krajach Wspólnoty*.

*Bo wg. prawa unijnego dżem można robić tylko z owoców. A w Portugalii robią dżem z marchewek. Ciekawe, co urzędnicy powiedzieliby na "dżem z biedronki"?

:bulletgreen: Absurd wódczany można znaleźć tu: [link]

:bulletgreen: Rozpiska prezydencji UE: [link]


Tradycyjnie, jak ktoś znajdzie błąd (literówkę czy jakąś nieścisłość), niech krzyczy śmiało : )
I cóż... mam nadzieję, że ten dialog nie wypada sztucznie^^;
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Axis Powers Hetalia (c) Hidekaz Himaruya
Eufemia Euforia Tęte (c) ~FallenAnn & ~Luna666
Add a Comment:
 
love 5 5 joy 2 2 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:icondjjulka:
IKEA jako wyraz się nie odmienia bo jest to skrót od pierwszych liter: Ingvar Kamprad, który dorastał na farmie Elmtaryd, w pobliżu małej wioski Agunnaryd. (ale Szwecji tu nie ma i pewnie nie usłyszał, wiec nic się nie stało).
A skoro już po naszej prezydencji... Przychodzi mi na myśl tylko to, że próbowaliśmy jakoś zaszaleć z naszą kuchnią w Unii i pewne wystąpienie angielskiego posła (ciągle zapominam jego nazwiska...) na wstępie do naszej prezydencji, który zjechał całą UE :D A, jeszcze o logo bym zapomniała!
Więc jak widać szary człowieczek (czyt ja) mało wywnioskował z tego okresu, co można uznać, że Felek albo był bardzo zaabsorbowany i nie miał czasu aby zrobić za dużo bo mu owa Eufemia żyć nie dawała albo po prostu mu się nie chciało :D
A dialogi nie wypadły sztucznie ;p
Reply
:iconfallenann:
~FallenAnn Mar 7, 2012  Hobbyist Writer
Napisałam w notce, że wiem, że to się nie odmienia. Chodziło jednak o to, jak to słowo wymawia przeciętny Polak. Ja osobiście zawsze słyszę np. "jedziemy do IKEI" ;)
Nasza prezydencja jakoś przeleciała bez fanfar. A logo było straszne.
Raczej stawiam na to, że mu się nie chciało - bo to takie polskie.
Dziękuję : )
Reply
:icondjjulka:
Ja też tak słyszę, a potem mama nad uchem upomina dookoła, gdyż w pracy "drą" się prawie na nich kiedy im się tak wymsknie (a że pracuje w owej firmie...)
Tak, to polskie, odbębnić, zapomnieć i najlepiej zapić! :D
Reply
:iconfallenann:
~FallenAnn Mar 8, 2012  Hobbyist Writer
Bo to nienaturalna forma dla języka polskiego - tak jak słowo "radio". Ono też długo było nieodmieniane, ale ludzi i tak mówili "usłyszałem w radiu" zamiast "usłyszałem w radio". I w końcu uznano, że można je odmieniać. Polak już tak ma, że odmienia, nawet kiedy nie trzeba :D
Reply
:icondjjulka:
Pociągnęła bym to dalej i po prostu stwierdziła, że duża część naszego społeczeństwa nie zna języków obcych dlatego też kiedy słyszą słowo zapożyczone, aby ułatwić sobie życie po prostu je spolszczają ;p
Reply
:iconfallenann:
~FallenAnn Mar 8, 2012  Hobbyist Writer
To nie kwestia znajomości języków obcych a... znajomości języka polskiego. Ludzie nie znają podstawowych zasad gramatyki, stąd różne kwiatki i odmiany.
Reply
:icondjjulka:
nie dziwię się... polski w szkole leży i kwiczy
Reply
:iconfallenann:
~FallenAnn Mar 9, 2012  Hobbyist Writer
A gramatyka kończy się chyba w gimnazjum. W każdym razie ja tak miałam - w liceum sama literatura.
Reply
(2 Replies)
:iconaneczka3352:
Jeszcze nigdy nie śmiałam się tak z hetaliowego fika. Świetne. Mam nadzieję, że będziesz pisać jeszcze wiele opków z fandomu hetalii bo wychodzi Ci to znakomicie. Pozdrawiam i życzę weny.
Reply
:iconfallenann:
~FallenAnn Dec 17, 2011  Hobbyist Writer
Dziękuję bardzo : )
Nie wiem jak będzie z dalszym pisaniem. W każdym razie... dziękuję jeszcze raz.
Reply
Add a Comment: