Shop More Submit  Join Login
×

:iconfallenann: More from FallenAnn


Featured in Collections

Hetalia by MismeHellawes

Hetalia by an-nox

Serah's Faves by FarronSisters


More from deviantART



Details

Submitted on
September 17, 2010
File Size
30.1 KB
Link
Thumb

Stats

Views
2,914 (3 today)
Favourites
31 (who?)
Comments
77
×
Wtedy wyciągnął Feliks dłoń do męża swego.
„Może przejdziem do miejsca bardziej wygodnego?" –
zapytał i znacząco w stronę łóżka zerknął.
Oczy zmrużył Taurys. Może i byłby jęknął
żałośnie, cierpiętniczo, gdyby nie decyzja,
która teraz dla niego stała się jak misja.
Czy ulec już ma Polsce, siebie mu darować?
Trudno, stwierdził. Wszystkiego należy spróbować.
„Ależ, waszmość" – rzekł Księstwo. „Tak szybko? Od razu?
Aby nie winniśmy porozmawiać zawczasu?
Poznać się trochę lepiej? Czas na to poświęcić?
Wszak nie chciałbym waszmościa do siebie zniechęcić".
Uśmiechnął się nieśmiało Litwa, lecz ni kroku
od ściany nie odstąpił, niepewny wyroku
jaki Polska na niego postanowił wydać
za to, że ośmielił sugestii się sprzeciwiać.
Lecz ku zdumieniu jego, Feliks zachichotał
jak gdyby ktoś go w pięty lekko połaskotał.
„Waść mnie źle zrozumiał" – pospiesznie jął wyjaśniać
(przy tym walczył chyba, by głośno się nie zaśmiać).
„Chciałem, abyśmy sobie wygodnie usiedli,
na tamtym materacu. Popili, pojedli
jeśli waszmość zechce, no i porozmawiali,
byśmy, jak to ująłeś, lepiej się poznali".
Poczuł Taurys jak twarz mu ogniem żywym płonie.
Jak chciał rzucić się w wody najczarniejsze tonie!
Pod powierzchnią zniknąć – niech słuch o nim zaginie!
I niech zapomną wszyscy o książęcej winie,
oraz o tej ogromnej wręcz kompromitacji,
której doznał u Polski na dziwnej kolacji.

„Pójdźże ze mną, mężu" – Królestwo go ramieniem
otoczył i pociągnął, by przed zaprzeczeniem
dalszym ślubnego swego całkiem już powstrzymać
i z daleka od ściany wreszcie go utrzymać.
Tedy wziął go do łóżka z wolna podprowadził,
na materacu miękkim Taurysa posadził;
sam odszedł na tyły, gdzie czas wcześniej spędzali
i ze smakiem butelkę wina wypijali.
Podjął ową butelkę z blatu stołowego,
chwycił również nóżkę pucharu książęcego,
oraz swój własny kielich podjął ze stolika.
I w ten sposób na środku pozostała micha
z owoców resztkami, opuszczona, samotna,
bowiem do trzymania nie byłaby wygodna
(gdyż będąc dość szeroką, z kolan by spadała,
więc do jedzenia w łóżku by się nie nadała).
A tymczasem Taurys rozsiadł się na posłaniu,
i skupił na miękkości jego podziwianiu.
Pogładził okrycia barwione na czerwono.
Niezwykle dokładnie wszystkie z nich zrobiono:
poduszki w delikatne wzory haftowane,
brzegi prześcieradeł falbaną obszywane,
koce z wełny puszystej cierpliwie czekały,
na chwilę, kiedy będą ciała okrywały.
A wszystko na wygodne wielce wyglądało.
Na przyjemnościach w Polsce się nie oszczędzało,
zdecydował Litwa. Jednak czy złe to było?
Grzechem jest, by w dostatku państwo polskie żyło?
Tego nie wiedział, ale pewien był jednego:
sam chciał wybadać miękkość materaca tego.

Jak pomyślał, tak zrobił i w chwili następnej
zapadał się plecami w wygodzie podstępnej.
Zamknął oczy. Zaiste, wspaniałe posłanie.
Wtem cichy śmiech posłyszał. „Szybkiś jest, mój panie" –
skomentował Królestwo, tuż przy nim siadając
i moment mu spokoju krótki przerywając.
Zerwał się szybko Taurys. „Proszę, byś wybaczył,
i o tym incydencie, waść, zapomnieć raczył" –
odwrócił twarz swą Litwa, by ukryć rumieńce.
Poczuł się niby jeździec, co był zgubił lejce,
nie kontrolował konia i za chwilę spadnie,
połamie ręce, nogi, gdy wyrżnie niezgrabnie
o ziemię. Feliks jeno uśmieszek mu posłał.
„Proszę" – rzekł, a Taurys swój puchar z winem dostał.
Polska zabrał drugi, i pod łóżko butelkę
schował, a chociaż Litwa oczy robił wielkie
udał, że to normalne. „Zatem, waszmość, powiedz…
lubisz wiosnę?" – zapytał. Księstwo by nie polec
winem wargi zwilżył i bez zastanowienia
odparł: „Lubię". „Naprawdę? Bo nutę zwątpienia
w twoim głosie, mój mężu, chyba usłyszałem" –
odpowiedział mu Polska. „Nie, waść, nie kłamałem.
Lubię wiosnę, choć lato wolę późne, jesień:
koniec lipca, sierpień, październik oraz wrzesień.
Gdy zbiory można zacząć, w lesie grzyby zbierać…" –
przerwał, bowiem Królestwo zaczął nań napierać.
„Więc też lubisz wędrować po lasach zielonych?" –
zapytał, zaś Taurysa widok zachwyconych
oczu gospodarza ucieszył przeogromnie.
Sam jednak postanowił wzrok odwrócić skromnie.

„Owszem, lubię" – przyznał. „A konno, waszmość, jeździć?" –
schylił się naraz Feliks, by puchar umieścić
na podłodze. „Ogromnie" – przyznał Taurys szczerze.
Gotów był na zarzut: ja ci, mężu, nie wierzę.
Taki jednakże nie padł, zaś Polska szczęśliwy
podchwycił nowy temat małżonkowi miły.
Tak gawędzili chwilę, Litwa wino sączył.
W końcu stwierdził, iż pora, by puchar dołączył
do feliksowego. Tedy resztę wychylił,
i aby go odstawić nisko się nachylił.

A wtedy mu się w głowie mocno zakręciło.
Zamachał rękami. Przeklęte polskie wino!
Równowagę odzyskał, lecz do tyłu upadł.
Zamknął oczy, wpadł na coś. Gotów był o dukat
założyć się, że pewnie nie była to poducha.
Myśl mu się nasunęła, natrętna jak mucha,
że właśnie w sytuacji bez wyjścia się znalazł.
Cóż za parszywy trunek Królestwo wynalazł!
Wino zdradliwe strasznie, chociaż znakomite,
z umiarem i rozwagą powinno być pite.
Lecz najwyraźniej Litwa trochę przeholował,
i przypadkiem na mości Polsce wylądował.
Dotarło to do niego z pewnym opóźnieniem,
w chwili, kiedy został otoczony ramieniem,
a przy uchu głos Polski zaśmiał się cichutko:
„Uważaj, bo mi spadniesz". Dłoń druga wolniutko
wzdłuż kręgosłupa Litwy wędrować zaczęła.
Pierwsza zaś tej wędrówki nawet nie podjęła,
jeno Księstwo przy Polsce solidnie trzymała
(nikt by nie powiedział, że siłę taką miała).

„Zaiste" – mruknął Feliks. „Szybki jesteś, panie.
Lecz śmiem twierdzić, że pośpiech przeszkodzi nam w planie".
Z tymi słowami usta na szyję przesunął
Księstwa, a włosy jego za ucho odsunął.
Muskał skórę miękką, językiem ją smakował,
zaś ręką plecy jego leciutko masował.
Palce Królestwa wzory na nich rysowały
i powolutku Taurysa tym uspokajały.
Westchnął Litwa. Dziwne – wszystko się pomieszało.
W głowie jego wino tak przyjemnie szumiało,
z wolna ciepło po ciele Księstwa się rozlało,
a chęci na ucieczkę zero się ostało.
„Ładnie pachniesz, mój luby" – Polska się odezwał,
a Taurys niemal jęknął, bo głaskać go przestał.
„Służbie swojej dziękuj" – odpowiedział mu cicho
(głośniejszy ton mógł nastrój przegonić jak licho).
„Na pewno podziękuję" – Feliks delikatnie
podbródek Litwy ujął, ruszył się niezgrabnie.
Wtenczas się stała Księstwu głowa jego pusta,
gdyż rzekł Królestwo: „No już… mężu, dajże usta".

Sapnął Taurys. Policzki zaczęły mu płonąć,
a po sekundzie poczuł, jakby zaczął tonąć.
Połączył się bowiem z Królestwem z pocałunku
tak wolnym, łagodnym, o ogromnym ładunku
uczucia niezwykłego, więc gdyby trwał wieczność,
gdyby cudem przerwania nie zaszła konieczność,
to i tak za zbyt krótki Taurys by go uznał.
Wszak czegoś podobnego wcześniej on nie doznał.
Tedy jęknął ze złością, kiedy Polska przerwał
pieszczotę i swe wargi od jego oderwał,
z ramion go uwolnił i podniósł się do siadu.
Czyżby chciał naraz zmieniać zasady układu,
które wpajał Litwie od początku samego?
Podparł się na łokciach i dołączył do niego,
zaś Feliks łepetynę leciutko przekrzywił.
„Dobrze?" – spytał, a choć tym Taurysa nie zdziwił,
ten odpowiedzieć nie mógł, jeno kiwnął głową.
Dziwnie się z nim działo: pierw z ciałem, teraz z mową.
Myśli mu wirowały, czuł motyle w brzuchu,
a teraz głos Królestwa szeptał mu przy uchu:
„Rozumiem, że mogę wykonać krok następny?".
„Co przez to rozumiesz?" – Polski uśmiech podstępny
sprawił, że znów na Księstwo spadł niepokój wielki.
Znowuż przyjemność była zapowiedzią męki?
Tymczasem Feliks dłonią kark książęcy objął
i owy „krok następny" ku poznaniu podjął.
Przez chwilę go masował, po czym paznokciami
podrapał lekko skórę skrytą pod włosami,
Sapnął na to Litwa. „Dobrze?" – Polska zapytał.
Obserwował, jak Księstwa rumieniec nie znikał,
a przeciwnie, bo nawet stał się trochę większy:
znacznie lepiej widoczny i jakby czerwieńszy?
„Och, nie wiem…" – jęknął Taurys, ciężko oddychając,
a chociaż wiedział Feliks, że wątek nie zając,
pomóc mu postanowił i znowu podrapał,
zaś Litwa aż materiał spodni w garście złapał.
„Błagam, przestań" – poprosił głosem umęczonym.
Polska głowę przekręcił w geście zaskoczonym.
„Zali, czemu?" – zapytał. „Źle ci uczyniłem?".
„Ja nie wiem" – jęknął Taurys. „Nigdy nie zdobyłem
doświadczeń podobnych. To wszystko takie nowe…" –
po ostatnim stwierdzeniu zabrało mu mowę.
Rękami wziął osłonił twarz swoją czerwoną.
Nie dostrzegł, iż Królestwo minę miał strapioną.
„Zatem nikt ziem twych z bliska jeszcze nie podziwiał?" –
zapytał go Feliks. Gdy na zgodę pokiwał
Księstwo, w oczach Polski aż błysnęły iskierki
radości – wszak do szczęścia miał on powód wielki.
Zbliżył się do Litwy, odsłonił jego lica,
przy tym myślał: „Chędożę! Prawdziwa dziewica!".
A jeśli wyczuł to smok jego pod Wawelem,
spotkanie się pogrzebem skończy, nie weselem.
Taki sobie problem Królestwo uzmysłowił,
i natychmiast zapobiec jemu postanowił.
„Tedy, czy może przypaść mi zaszczyt pierwszeństwa
podziwiania ziem skrytych Litewskiego Księstwa?" –
zapytał z namaszczeniem i ujął dłoń jego.
„Czemuż mnie nie traktujesz jak sobie równego?" –
oparł pytaniem Litwa, choć głupio mu było,
wszak o prośbie takiej nigdy mu się nie śniło.
„Równego?" – spytał Polska. „Jak męża, nie żonę.
Mężczyzną wszak jestem. To mam na swą obronę" –
choć dzielnie się wysławiał, pragnął Księstwo zniknąć.
Powinien był po prośbie Królestwa zamilknąć.
Jeno głową kiwnąć i dać mu przyzwolenie
na rzeczy niegodnych ziemiom jego czynienie.
Spokój by miał święty, nie musiał nic tłumaczyć.
A teraz znów mu przyszło uśmieszek obaczyć.
Feliks pocałunek złożył na dłoni jego,
i słowami jął koić swojego ślubnego:

„Wiem dobrze, żeś mężczyzną, luby, się urodził,
lecz nie sądzę, by fakt ten jakoś nam przeszkodził.
Z żoną żartowałem, i tobie też bym radził,
abyś brakiem humoru kiedyś się nie zdradził.
Zatem pozwolisz, abym podjął dalszą drogę?
Wcześniej rzekłeś, iż ziemie twe poznawać mogę".
Zarumienił się Litwa na słowa te śmiałe,
lecz pozwolił Królestwu przez skinięcie małe.
„Tyś jest moim ślubnym, tedy nie skrzywdzę ciebie.
Zaufaj mi, mężu, a będzie ci jak w niebie" –
wspomniał obietnicę. Chyba będzie spełniona.
Lecz wtedy krzyknął krótko, bowiem go w ramiona
Feliks porwał i słodko zaczął go całować.
Choć nie myślał, że ślubny będzie go mordować,
Litwie niespieszno było stracić z Polską cnotę,
więc ten się musiał starać, by Taurys ochotę
na uciechy nabrał. Zadanie to poważne.
By mu podołać, działać musiał on odważnie.
Tedy przesunął usta na szyję książęcą,
by męża obdarować przyjemnością większą.

Westchnął Taurys głęboko, zamknął cudne oczy.
Któż wiedział, że spotkanie tako się potoczy?
Czuł dreszcze – dziwne, bowiem gorąco mu było.
Pozostać chciał i uciec. Cóżże to znaczyło?
Leżał on na plecach, i dawał się całować,
coraz niżej. Reakcji nie chciał swych maskować.
Zatem gdy pod koszulą poczuł rękę męża,
spiął się, jakby został ukąszony przez węża.
„Waszmość, daruj" – jęknął. „Nic się nie bój, mój luby.
To nasza noc poślubna. Nie traktuj jej jak próby" –
rzekł do niego Polska, do siadu go podciągnął,
i z grzbietu Taurysa koszulę jasną ściągnął.
Sapnął z zachwytem Feliks. Oto mógł podziwiać
ziemie północne, które zwykł Litwa ukrywać
przed wzrokiem innych: piękny krajobraz północny
oraz na policzkach Księstwa rumieniec mocny.
„Już nie patrz" – syknął Litwa. „Mężu, zali czemu?
Zacne twe ziemie, luby, nie zaradzę temu" –
zażartował Feliks i usta pocałował
Taurysa, po czym jego północ posmakował.

Przytulił go Królestwo, Litwa uścisk oddał.
Zabawne… w której chwili tak łatwo się poddał?
Tymczasem mąż starannie ziemie te poznawał,
a Księstwo odczuć nowych tysiące doznawał.
Wreszcie na posłanie opadł Taurys bezwładnie
(sapał, myśli swych nie mógł poukładać składnie).
Zaś Królestwo go puścił, trochę się odsunął,
ręce dwie pod materiał koszuli swej wsunął,
ściągnął ją i swe ziemie przed Litwą odsłonił.
Mało brakło, by Księstwo oczy swe zasłonił.
„Nie wstydź się" – mruknął Polska. „Mężu, nie masz czego.
Wiedz, żem w życiu nie widział czegoś tak zacnego".
„Kiedy ja się nie wstydzę" – Litwa odpowiedział.
Znów nie patrzył na Polskę, który na nim siedział,
muskał jego ciało, delikatnie je gładził
i w stan dotąd nieznany Taurysa wprowadził.
Dłoń przesunął do pasa, szarfę Księstwa trącił
(Litwa milczał, wszak Feliks w głowie mu zamącił),
i chociaż postępował, być może, niegodnie,
rozplótł błękitną szarfę i ściągnął mu spodnie.
Znowu spłonął Taurys. Cóż za sromotna klęska!
Obnażona została duma jego męska!
Zamknął oczy, twarz swoją odwrócił ze wstydem.
Polska zaś pokazał, jak wrednym jest bytem:
spoglądał nań w milczeniu, napawał zwycięstwem.
„Zaiste" – rzekł. „Mój Litwo, tyś jest wielkim księstwem".
Sięgnął na dół Taurys, chciał chlubę swą ochraniać
(a trzeba mu to przyznać, miał on co zasłaniać).
Rumieńcem się oblał tak soczyście czerwonym,
lecz oto znów przez Polskę został uwięzionym!

Królestwo ręce jego wziął pochwycił obie.
Chyba mu się myśli kosmate lęgły w głowie.
Szarpnął Księstwo. „Przestań!". „Dlaczego?" – spytał Polska,
ciesząc się jak na widok łakomego kąska.
„Nie patrz, przeklętniku! Ty czorcie rogaty!".
„Oj, bo zaraz waszmościa wyrzucę z komnaty.
I będziesz stał pod drzwiami taki nagusieńki,
i śmiać się z ciebie będą nadobne panienki" –
pogroził w żartach Feliks, jednak Taurys wspomniał
na kąpiel, służące i naraz oprzytomniał.
„Bo to niesprawiedliwe!" – wziął się szarpnął Litwa
(doprawdy, mało brakło, by wynikła bitwa).
„Ach tak?" – zapytał Polska, uśmiechał się podstępnie.
„Boś sam okryty, waszmość. Miej litość, złaź ze mnie!".
Tako rzekł mu Księstwo. Odwrócił się, spąsowiał,
a Feliks widok taki nad wyraz miłował.
„Przeto już mnie o najazd nie posądzasz, luby?" –
rzekł Polska. Przy tym sięgnął do litewskiej chluby,
palcami ją otoczył lekko, delikatnie,
a Taurys wierzgnął pod nim bardzo nieporadnie.
Nieprzystojnie jęknął, oczy swe zamknął cudne.
Cóż, dla Polski czekanie stało się już nudne.
Tedy pieścił go wolno, co by się oswoił,
a sam ciekawość swoją polską zaspokoił.
Całował północ Litwy, muskał miękko ciało,
jednak westchnięć Taurysa wciąż mu było mało.
Zatem usta skierował ku południu Księstwa,
wargami swymi objął dowód jego męstwa,
rękami biodra Litwy solidnie przytrzymał,
bowiem ten by bez ruchu długo nie wytrzymał.
Jęknął przeciągle Taurys, dłonie zamknął w pięści.
Nie wierzył, że go Feliks w taki sposób pieści:
chlubę jego całuje i na szczyt prowadzi,
a on sam więcej pragnie i nic nie poradzi.
Oddychał ciężko, jakby mozolnie się wspinał,
przy tym imię Feliksa powtarzać zaczynał.
Wzdychał, wił się pod Polską, płonął zawstydzony,
chociaż przyjemnie całkiem czuł się w roli żony.
Lecz naraz gwałtownie do siadu się poderwał –
bo oto Królestwo zabiegi swoje przerwał!
Przerwał, zostawił Litwę w stanie gotowości;
ten zaś siedział czerwony – tym razem ze złości.
Sapał ciężko. „Dlaczego?" – zapytał oblubieńca.
Czy aby ten nie zaczął widzieć go jak jeńca?
Czy w celi go nie zamknie, aby torturować?
Tymczasem Polska zaczął z szarfą się mocować,
co to spodnie królewskie mu podtrzymywała.
Czynność owa od myśli Litwę oderwała
cokolwiek ponurych. Uśmiechnął się nieśmiało.
„Pozwól, waść. Pomogę" – słowa słyszeć się dało.

Sięgnął ku szarfie Taurys i węzeł usunął
w ruchach kilku, a Feliks spodnie z siebie zsunął
i niczym nie okryty ostał się przed ślubnym.
A ten zaś stanął teraz przed problemem trudnym:
od dawna wszak nagości wszelkiej oglądanie
za niegodne uznawał. Panowie i panie,
tak biedni jak bogaci, szaty winni wdziewać!
Lecz czegoż mógł po Polsce Litwa się spodziewać?
Że skrępowany będzie? Zasłoni się skromnie?
Na pewno nie, że siądzie, ciesząc się ogromnie
przy Taurysie tak blisko, jak jeno możliwe.
Wszak Księstwo to stworzenie ogromnie wstydliwe.
Jednakże mimo wstydu nie miał on już chęci
przed Królestwem uciekać. Wszak widok tak nęci…
Zaiste, myślał Taurys. Zacna to kraina.
Ale pewnością siebie Zakon przypomina.
Uśmiechnął się doń Feliks. „I jak, waść, czy me ziemie
starczą, by zadowolić twe bałtyckie plemię?".
Kiwnął głową Litwa, oko swe na północy
Królestwa zawiesił i wszystko, co w mocy
jego było wkładał, by poniżej nie patrzeć
tej kuszącej granicy, której nie mógł zatrzeć.
Wtem Feliks go w ramiona porwał i przytulił,
a Taurys ni na moment nawet się nie skulił.
Jeno uścisk oddał, cmoknął polski policzek,
i pomyślał, że właśnie skręcił sobie stryczek.
„Nie bój się, mój luby" – Królestwo rzekł łagodnie.
„Położysz się w pościeli, będzie ci wygodnie,
i nim się zorientujesz, twa niepewność minie,
a wtenczas ja, mój Litwo, zacnie ci uczynię".

Westchnął szczęśliwie Taurys. Czuł cudowne dreszcze,
i sam nie wiedział, kiedy zaczął pragnąć jeszcze.
Chciał więcej dotyku, słodkich chciał pocałunków.
Nie mógłby teraz lepszych dostać podarunków.
Pragnął, by go rozpieszczał Polska przez noc całą,
by mu ukazał życia stronę doskonałą,
aby mu udowodnił, że ta unia cała
wyborem idealnym dlań się okazała.
Aby ciała bliskość stała się Litwie miła,
i aby schadzka mu się po nocach nie śniła.
Więc spojrzał na ślubnego, uśmiechnął się szczerze,
i pisnął, bowiem Feliks wschodnie mu rubieże
pomacał i leciutko uszczypnął zachodnie.
I jak tu się ma człowiek przy nim czuć swobodnie?
Potem go pocałował, popchnął delikatnie,
poczekał, aż Księstwo na materac upadnie,
rozsunął mu nogi i między nimi klęknął,
i patrzył, czy się ślubny jego nie przelęknął.
Znów pieścił północ jego, muskał ją ustami,
a przy tym na rubieżach pracował palcami,
by ziemię przygotować na kolejne kroki.
Czuł chyba, że Taurys nie ścierpi dalszej zwłoki.
Księstwo zaś prześcieradło w obie ręce chwycił,
gdyż pożądanie jego Królestwo podsycił.

Już chciał do niego krzyczeć, aby się pospieszył,
i, skoro Litwa daje, ciałem jego cieszył.
Feliks zaś krok kolejny zaczął wykonywać,
i z wszelką ostrożnością południe zdobywać
jął Księstwa, a Księstwo jedynie swe powieki
zacisnął i jęknął. Zupełnie, jakby wieki
na moment ten jedyny i niezwykły czekał.
Pal licho, że Królestwo tyle czasu zwlekał!
Czuł się, jakby był w górach i na szczyt się wspinał
z Feliksem, który to wciąż imię jego wzywał.
Gdzieś z oddali go wołał, do drogi zachęcał,
ale tempo miał takie, jak gdyby się znęcał.
Nie poddawał się Taurys, wszak on także górę
chciał zdobyć, wierzch zobaczyć. Już przeszedł przez chmurę,
która mu mgiełką oczy zaślepiła,
a teraz obraz nowy z objęć uwolniła:
szedł zboczem, przed sobą Feliks plecy ujrzał
(po bokach zarośla, gdzie by Litwa nie spojrzał).
Naraz westchnął – szczyt ujrzał! Koniec jego drogi!
Zaiste, lecz czy to nie za wysokie progi?
Czy dotrzeć on tam zdoła? Czy z sił nie opadnie?
Czy aby się nie potknie i z góry tej spadnie?
Okrutny to scenariusz. Naraz Litwy mękę
ukrócić raczył Polska, bowiem podał rękę
mu przed samym wierzchołkiem, i silnie pociągnął.
W ten sposób go Królestwo na szczyt szczytów wciągnął.
Widok tam taki ujrzał, że zawroty głowy
dopadły go, tedy nie spamiętał połowy
z tego, co tam zobaczył. Jedynie fragment tyci.
A potem wpadł nań Feliks i Księstwo na rzyci
swej szlachetnej książęcej ciężko wylądował;
bo oto nie królewsko Polska się zachował:
jak upadł na Taurysa, tak się już nie ruszał.
Szczęście, ze nikt Królestwa do wstania nie zmuszał.
Jeno oddech łapał, leżał i odpoczywał.
Szczęśliwie, że na Litwie się już nie wyżywał.
Księstwo zaś powoli do zmysłów własnych wracał,
zdziwił się – wszak Królestwo po zadupiach macał.
Przeto zganił się w myślach, zabrał ręce obie.
Doprawdy, na zbyt wiele dziś pozwolił sobie.

Wtem wstyd zdołał na twarzy jego się położyć.
Dyć właśnie się dowiedział, co znaczy chędożyć!
Tak oto reszt nocy obydwaj spędzili,
spleceni w uścisku łoże Polski dzielili.
Okrył ich Feliks kocem, przytulił lubego.
Taki był początek pożycia ich wspólnego.
Tedy, jak otwarto komnaty drzwi z rana,
od dawna unia młoda była zawiązana.
A jak wcześniej po jabłku została im pestka,
tak z litewskiej dziewicy została litewska.
:bulletred:Noc poślubna, czyli pierwszy najazd na Litwę:bulletred:

:bulletblue: Część pierwsza -> [link]
:bulletblue: Część druga -> [link]

Dobrze, tym razem mam poważne wątpliwości. Fakt, że ten tekst miał się w taki sposób zakończyć, ale, niestety, do zakończenia dokładnie takiego, jakie chciałam, zabrakło mi umiejętności =_="
Żałuję tego... jak widać, porwałam się z motyką na słonia...

Ten teskt nie wziął sie z nikąd - przeciwnie, powstał na podstawie innej mojej pracy (która dla odmiany ma takie zakończenie, jak lubię). Jest mi niezmiernie przykro, że wyszło to tak, jak wyszło. Inaczej bym jednak nie dała rady. Nie teraz w każdym razie.

Mam jednak nadzieję, że nie rozczarujecie się za bardzo...
Jak zwykle miło mi będzie przeczytać Wasze opinie odnonie tego kawałka^^;


Jeśli ktoś znajdzie kulejącą linijkę/brak logiki/nieregularną ilość sylab/błąd, niech śmiało wskazuje. Będę wdzięczna.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Axis Powers Hetalia (c) Hidekaz Himaruya
Add a Comment:
 
:iconmerkerinn:
merkerinn Featured By Owner Jun 25, 2013  Student Digital Artist
Hehe warto było czytać... sama bym lepiej tego nie napisał! :dummy: szczerze mówiąc natchnęłaś mnie do własnego fika... :hug:
Reply
:iconfallenann:
FallenAnn Featured By Owner Jun 29, 2013  Hobbyist Writer
No to powodzenia w pisaniu : )
I dziękuję^^
Reply
:iconmerkerinn:
merkerinn Featured By Owner Jun 29, 2013  Student Digital Artist
Nie ma za co :hug:
Reply
:iconvegsiol:
Vegsiol Featured By Owner Oct 17, 2011
Fanką PoLieta nie jestem, ale tu uśmiałam się setnie XD (a że siedzę w pracy, to moi współpracownicy się bardzo dziwnie na mnie patrzyli :P)
Reply
:iconfallenann:
FallenAnn Featured By Owner Oct 18, 2011  Hobbyist Writer
Tym bardziej mnie cieszy, że tekst Cię rozbawił, chociaż nie jesteś fanką paringu. Powiem szczerze, że dla mnie to w tym momencie bardzo duży komplement : )
Dziękuję serdecznie^^
Reply
:iconvegsiol:
Vegsiol Featured By Owner Oct 19, 2011
:) W ogóle podziwiam, że wzięłaś się za coś takiego i naprawdę dobrze Ci to wyszło. Ja bym sensownego rymu w ogóle nie potrafiła znaleźć o_O.

A najbardziej rozbawiło mnie „Zatem nikt ziem twych z bliska jeszcze nie podziwiał?" oraz „Chędożę! Prawdziwa dziewica!" :XD:
Reply
:iconfallenann:
FallenAnn Featured By Owner Oct 22, 2011  Hobbyist Writer
A te moje są sensowne? One są częstochowskie - i ja o tym wiem, bo takie miały być (nie jestem wierszokletą i nie umiem tworzyć takich pięknych, poetyckich rymów). Ale dziękuję bardzo, miło mi to wszystko... czytać^^
Reply
:iconvegsiol:
Vegsiol Featured By Owner Oct 24, 2011
Są sensowne :), nie bój żaby ;).
Reply
:iconmismehellawes:
MismeHellawes Featured By Owner Aug 23, 2011  Hobbyist
*fangirl mode now loading... :bulletyellow:*

Ups...

*fangirl mode ON :bulletgreen:*

... i po ptokach. Szanse na spójny, zdatny do czytania komentarz zmarły właśnie śmiercią tragiczną. Stwierdzę tylko, że to jakieś Dni Cudów dla Zdziczałych Fangirlsów PoLieta - najpierw jeden doujin, a teraz Twój poemat opiewający polsko-litewską noc poślubną... Dziękuję^^ Czuję się spełniona :heart:
Reply
:iconfallenann:
FallenAnn Featured By Owner Aug 25, 2011  Hobbyist Writer
Daaw, nie dostałam spójnego komentarza :(
Ale nie szkodzi, bo i tak widzę pozytywną reakcje (ta emotka w rogu okienka :XD:), także czuję, co autor miał na myśli, zanim myśli się rozpierzchły. Taa, "poemat". Bo ja oczywiście nie mogłam napisać normalnego slasha z opisami biologiczno-anatomicznymi, masą "och-ach" i popędzeń. Jestem burżujem _^_

Cieszę się, że Ci się podobało. I bardzo dziękuję za komentarz i favy : )

P.s.: A można zapytać, jaki doujin~?
Reply
Add a Comment: